środa, 4 grudnia 2013

JAMAL, Eskulap 29 XI 2013




Jamal!
Jak trafiłam tu... jednak spontaniczność to jedna z lepszych cech jaką mogę się pochwalić. Przeglądałam fun page hopkinsa (<- zobaczcie!!!). Jest to jeden z bardziej obiecujących nawijaczy Poznańskiej sceny Raggaeowo- Soundsystemowej, liczne sukcesy. Ma się chłopak czym pochwalić, a przy okazji talent! 
Zatem przeglądając jego fun page ( permalink w hopkinsie :P ), dowiedziałam się, że Mumin, Medik i Ceha grają support przed Jamalem. Pomyślałam, a czemu nie. Sprawdziłam ceny biletów, w dniu koncertu i zrobiło mi się smutno, bo kryzys gospodarczy zajrzał, również do mojej kieszeni. Ale nie traciłam nadziei. Udało się, pewien Tomek, nie mógł iść a ja mogłam, spotkaliśmy się i hops bilety już były w mojej kieszeni. Oboje zadowoleni: ja szczęśliwa- bo koncert i to nie za krocie, Tomek- bo chociaż część piniondzorów odzyskał. 
Taka szczęśliwa ruszyłam na podbój Eskulapu.
Podobnie jak przed poprzednim koncertem nie do końca wiedziałam czego mogę się spodziewać, po chłopakach, którzy już  byli na scenie i tych którzy na scenę dopiero wyjść powinni.
Do klubu udało nam się dotrzeć akurat gdy za dekami zainstalował się już Ceha( Ceha- twóca, producent muzyczny, raper, członek ekipy RapChata. Na beatach Cehy można usłyszeć raperów takich jak DonGuralesko,Qlop, Pih, Sheller(WSHR),Kaczor, Bubel, Mumin, itd. ). Na scenę zaraz mieli wchodzić Mumin i Medik, których zadaniem było rozgrzanie publiki i przygotowanie ludzi na wejście Jamala. 
Medik i Mumin wykorzystując standardowe zagrywki do publiczności typu :
"kiedy ja mówię, to wy mówicie, i oooo jeee!", wykorzystali coś co zawsze się sprawdza. Bardzo słusznie :). Ludzie lubią najbardziej to, co znają. To fakt i nikt się tego nie wyprze. Medik zaskoczył mnie swoimi umiejętnościami wokalnymi. Szcególny szacun za dośpiewywanie ( szkoda, że nie cały czas) drugiego głosu do refrenów hopkinsa! 
Fakt smutny, że gdyby Mumin miał być sam na scenie, czułabym się trochę znudzona. Monotonia rapu i nawijek także dancehollowych, gdyby nie ludzie, którzy dośpiewują , dokrzykują, byłoby na serio nudno.
Ceha popisał się dobrocią swoich skeczy. I jedyne co mi osobiście przeszkadzało w odbiorze całego występu trójki artystów, był akustyk, który źle ustawił mikrofony, przez co nie wszystkie teksty były zrozumiane, i gdy muzyka przestała grać-> dopiero wtedy dało się zrozumieć co chłopaki mówią. SZKODA!

Jamal!
Koncert w Poznaniu jest częścią trasy koncertowej artysty. Promuje on właśnie swoją nową płytę "Miłość". Recenzja płyty - zostaje właśnie oficjalnie obiecana na później!
Sam koncert... Jamal fakt zaskoczył mnie rockowym brzmieniem. Byłam nawet trochę zawiedziona. Na dość długo ucichło o tym artyście. Mój kompan koncertowy, kojarzył artystę tylko z Policemana... faktem jest, że sama spodziewałam się więcej dancehallu  i reggaeowych brzmień.
Muzycznie, uczta dla uszu. Prywatny akustyk zespołu to jednak ważna sprawa. Zupełnie inny odbiór. Od razu widać różnicę poziomu ustawienia muzyki mikrofonu, oraz smaczków  t.j. pogłos, nakładanych w odpowiednich momentach piosenki i koncertu. Super sprawa. Każdy band poważnie myślący o sobie, graniu i karierze muzycznej, powinien pomyśleć o prywatnym akustyku, który będzie znał kawałki i będzie wiedział co i gdzie będzie potrzebne.
Trochę miałam wrażenie, że gość, który stał na scenie obok Jamala był tam zupełnie zbędny. W pewnym sensie był super, krzyczał, skakał, dokrzykiwał części zwrotek, a nawet starał się śpiewać refreny. Ale w ogóle nie był słyszalny, nie rozumiałam zupełnie nic z jego krzyków, a drugi głos zawsze śpiewał gitarzysta, który notabene wyglądał jak z innej bajki (jakby się z imprezy informatyków urwał). Tak jak muzycznie nie mam się do czego przyczepić, tak wizerunkowo ... kulało.
Po zagraniu kilku kawałków z nowej płyty. Jamal zagrał kilka swoich hitów. Tu jest miejsce abym powróciła do swojej wzmianki o tym, że co stare to jare. Autentycznie gdyby nie Policeman, połowa osób uznałaby że koncert był nie fajny. Artyści, którzy jeżdżą na koncerty powinni o tym pamiętać, że jak publiczność coś zna to się jara. Szał jaki nastąpił po zagraniu starych kawałków, trudno opisać. Publiczność praktycznie wylądowała pod sufitem klubu. Plus ode mnie!

Cóż więcej można napisać! Było fajnie. Muzycznie gratuluję, wszystko dopieszczone. Choć jak na moje za mała różnorodność przejść i breaków. Przecież wiemy wszyscy, że można bardziej. Ogółem polecam. Pierwszy raz byłam na koncercie Jamala... i pierwszy raz miałam okazję zobaczyć go na żywo. Show ładne, plus za akustyka. Ogólnie polecam wybrać się na koncert!
Całuję
MC :)

ANIA SZARMACH & FRANK McCOMB w Kinie Apollo 6 listopad.

Na koncert udało mi się dostać całkowicie spontanicznie. Nie znałam ani Ani ani Franka. Byłam nieziemsko ciekawa co mnie czeka za muzyczne powitanie, jak w końcu wygodnie sobie zasiądę i otworzę uszy na dźwięki.
Propozycję wyjścia na ten koncert dostałam od mojej wspaniałej koleżanki Agnieszki na 2 godziny przed rozpoczęciem całego wydarzenia. Musicie mi wierzyć, że to był totalny spontan. Nie miałam więc czasu na sprawdzanie nagrań opinii oraz szukanie wiadomości ciekawych i nie ciekawych na ich temat.
Zupełnie na świeżo, bez żadnych uczuć postanowiłam: "Idę! Co ma być to będzie!".

Całego sposobu wchodzenia, spotkania milionów tysięcy znajomych opisywać nie będę wam, bo i po co?
Weszłam, usiadłam i wyszła piękna pani na szpileczkach i zaczęła zapowiadać, jak to się w ogóle stało, że koncert się wydarzył.
Otóż Frank McComb kiedyś usłyszał Anię jak śpiewała i grała sobie na pianinie/ fortepianie ( już nie pamiętam) i bardzo chciał z nią zagrać. Wydało mi się to trochę naciągane... ale if you say so I'll try to believe in that beautyfull lie. I wierzyłam, bo chciałam wierzyć, że marzenia się mogą spełniać. W końca sama pracuję, aby moje marzenia się spełniały.

W końcu rozległy się brawa i na scenę weszła grupa wspaniałych muzyków m. innymi Grzegorz Jabłoński, Piotr Żaczek oraz Robert Luty, których możecie kojarzyć z mojego ulubionego polskiego Bandu POLUZJANTÓW.
Ania od razu skupiła całą moją uwagę na sobie. Oczywiście bardzo chciałabym więcej napisać o kunszcie muzycznym innych muzyków, ale poza wyrazami uznania, i napisaniem, że jestem pod wielkim wrażeniem nie wiele mogę napisać. Bo nie mam się do czego przyczepić. Z resztą przy mówieniu o jazz-popie trochę trudno.
Ale wróćmy do Ani. Maleństwo, zaczęła trochę nieśmiało przynajmniej tak mi się wydawało... ale już w pierwszym utworze pokazała, że ma charakter, potrafi być delikatna i słodka. Byłam zachwycona.
Właściwie wszystkie piosenki po polsku- gwarancja, że publika zrozumie o czym śpiewa. Genialnie!
Nie spodobał mi się właściwie tylko jeden moment, w którym Ania, trochę rapowała, mówiła tekst... smutne bo nie zrozumiale, za nisko, trudno było tego słuchać.
Ale kunszt wokalny, skala, wariacje, improwizacje, najwyższa klasa.
Pięknie!
A później wyszedł Frank... i leżałam po siedzeniem fotela. Byłam rozbita. Z Frankiem zostali tylko Robert Luty- perkusja i Piotr Żaczek- bas. A Frank swoim wokalem i palcami uderzającymi o klawisze pianina zrobił mi dobrze. Byłam zachwycona. Fakt, nie do końca rozumiem jazz, ale to było tak dobre... Najgorszy był jednak widok ludzi, którzy w trakcie występu łazili, wychodzili... przeszkadzali. Jedyne co wtedy przychodziło mi na myśl, to: JEZU DROGI! CO Z NIMI JEST NIE TAK!?!

To miał być wspólny koncert... tak myślałam, ale było tak. Najpierw godzinę śpiewała Ania a później czas dla siebie miał Frank. Smutne, że ze sobą razem zaśpiewali tylko jedną piosenkę... i to z samym klawiszem. Zabrakło mi tej wspólnej kooperacji. No nic nie wszystko zawsze może być idealnie.

Po koncercie ledwo mogłam chodzić... ale musiałam przywitać się i pogratulować wspaniałym muzykom. W ten sposób udało mi się przez chwilę porozmawiać z Frankiem. Najmilszy człowiek świata...
Ochów i achów nie ma końca. Jeśli kiedykolwiek będziecie mieli okazję go posłuchać, bez wahania w ciemno ZRÓBCIE TO!

Pozdrawiamy z Frankiem Ciepło!

Helou!

!Hola! Buenos Dias!
Jak to mówią hiszpanie! Cześć i Dzień Dobry!
Postanowiłam założyć bloga, w którym będę opisywać różne fantastyczne rzeczy związane z muzyką, a nawet z klimatem, którym się głównie interesuję... czyli można powiedzieć, że ze wszystkim.

Nie będę się bardzo cofać... powiedzmy, że jedynie do początku listopada!
Zapraszam do czytania i polemiki oczywiście!
CAŁUJĘ!